Motto

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę.
Aureliusz Augustyn z Hippony.

Gdynia i Gdańsk – czyli gdzie nas poniosło w weekend :)

W końcu pierwsze oznaki wiosny zostały dostrzeżone co pozwoliło mi na przyłączenie się do wyprawy nad morze. Jedni jechali zawodowo inni rekreacyjnie. Ja akurat na moje szczęście byłam w grupie rekreacyjnej i mogłam spokojnie oddać się fotografowaniu okolicy nie obawiając się, że opuszczę jakieś ważne spotkanie czy wykład 🙂

Wyjazd zaplanowaliśmy na 3.30, ale oczywiście nastąpił mały poślizg i z domu wyruszyliśmy o 4.00. Zanim wyruszyliśmy przeżyliśmy jednak szok połączony z frustracją po odsłonięciu okien. Zamiast przyjaznej wyjazdowi aury zobaczyliśmy sypiący śnieg i zasypane  nim samochody. No co za złośliwość natury :/ . Złośliwość tym większa, że właśnie w tym tygodniu opony zostały zmienione na letnie, bo przecież zimy miało już nie być. Perspektywa pokonania prawie 400 km w śniegu sypiącym prosto w szybę na letnich oponach nie była zbyt optymistyczna. Na szczęście im dalej na północ tym śniegu było coraz mniej a do Gdańska wjechaliśmy już w towarzystwie promieni przyjaźnie przesyłanych nam przez słoneczko. Ponieważ było wcześnie, pokoje jeszcze nie były gotowe. Połowa grupy udała się na zajęcia druga połowa na spacer Bulwarem Nadmorskim w kierunku Skweru Kościuszki. Jakoś nie wyobrażam sobie wizyty w Gdyni bez obowiązkowych odwiedzin w tym miejscu.

Był więc ORP Błyskawica i Dar Pomorza i Akwarium i pomniki i widok na morze.
DSC_0002.JPG DSC_0045.JPG DSC_0049.JPG DSC_0082.JPG DSC_0062.JPG DSC_0080.JPG DSC_0101.JPG DSC_0109.JPG DSC_0117.JPG DSC_0120.JPG

Po południu odwiedziliśmy Skwer Kościuszki ponownie tym razem już w pełnym składzie. Ponieważ słoneczko trochę się schowało za chmury zdjęć już nie robiłam, ale widoki były identyczne jak powyżej.

Nocowaliśmy w Hotelu Nadmorskim w Gdyni. Nie mam żadnych zdjęć, bo jakoś zapomniałam o robieniu ich w hotelu 🙂

 

Niedzielę rozpoczęliśmy od tego, że nie zdążyliśmy na śniadanie :). W planach mieliśmy odwiedziny w Gdańsku a później powrót do domu.  Wjeżdżając do Gdańska trzymałam aparat w pogotowiu…

dlatego udało mi się uwiecznić Harnasia

DSC_0029.JPG

dworzec oraz Dziennik Bałtycki 🙂
DSC_0041.JPG DSC_0040.JPG
 

Spacer po Gdańsku rozpoczęło poszukiwanie miejsca, w którym można zjeść śniadanie. W uliczce Świętego Ducha (o ile mnie pamięć nie myli) natknęliśmy się na Restaurację Gdańską.

DSC_0049 (2).JPG

Weszliśmy trochę niepewnie, bo wystrój zapierał dech w piersiach. Zapytaliśmy o śniadania. Niestety czas był już obiadowy. Obsługa była tak miła i tak zachwalała dania własnej kuchni, że daliśmy się skusić. Zanim mogliśmy się przekonać, że na pewno nie popełniliśmy błędu odbyła się uczta dla oka.
DSC_0056.JPG DSC_0073.JPG DSC_0085.JPG DSC_0093.JPG DSC_0098.JPG DSC_0122.JPG
 
A później dla ciała…
DSC_0125.JPG DSC_0126.JPG DSC_0105.JPG DSC_0111.JPG DSC_0104.JPG

Potrawy były rewelacyjne a cała otoczka ich podania sprawiała, że wszystko smakowało jeszcze lepiej. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego, jak smaczne były nasze dania. Na koniec aromatyczna herbatka i byliśmy gotowi do zwiedzania.

 
Powitały nas lwy, bynajmniej nie salonowe 🙂
DSC_0153.JPGDSC_0156.JPG
 
Tradycyjnie najpierw klimatyczne gdańskie uliczki z licznymi fikuśnymi schodkami i kramikami z bursztynem. Później oczywiście wizyta nad Motławą i mój ukochany Żuraw. Pogoda była łaskawa a słoneczko pozwalało na zdjęciowe udokumentowanie naszego spaceru. Co prawda, niektórzy nieco zmarzli, bo zapomnieli o tym, żeby zaopatrzyć się w szalik, ale ogólnie wycieczka po Starówce była bardzo udana.
DSC_0162.JPGDSC_0174.JPGDSC_0193.JPGDSC_0195.JPGDSC_0200.JPGDSC_0207.JPG DSC_0205.JPGDSC_0220.JPGDSC_0221.JPGDSC_0226.JPGDSC_0227.JPG
Po tej części pozostał już tylko rynek i Neptun.
 DSC_0267.JPGDSC_0316.JPG DSC_0276.JPGDSC_0281.JPGDSC_0293.JPG
 
Czas zaczynał nas gonić więc trzeba było pożegnać Trójmiasto i ruszyć w drogę.
DSC_0421.JPGDSC_0432.JPG

Do Warszawy dotarliśmy ok. 19.00 więc pozostał nam jeszcze wieczór na odpoczynek przed poniedziałkowym porankiem, który nieubłaganie się zbliżał i wołał: do pracy, do pracy 🙂

Dodaj komentarz