Motto

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę.
Aureliusz Augustyn z Hippony.

Korfu V – Rejs do Albani – Butrint

Butrint to niewielka osada i stanowisko archeologiczne w południowej Albanii przy granicy z Grecją. Od 1992 roku wpisane jest na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. W 1997 roku obiekt został uznany za zagrożony w związku ze splądrowaniem miejscowego muzeum w trakcie niepokojów społecznych w kraju. W 2002 roku na terenie wokół wykopalisk ustanowiono Park Narodowy Butrint.

Do Butrint udaliśmy się z Sarandy. Jechaliśmy dwoma autokarami niecałe pół godziny. W naszym autokarze trafiliśmy na albańskiego przewodnika, którego tłumaczyła młoda Albanka mieszkająca w Polsce. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o zmianach jakie zaszły w Albanii po upadku komunizmu. Gospodarka tego maleńkiego kraju oparta jest głównie na rolnictwie, ale obecnie, jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, rząd albański uznał, iż turystyka powinna zostać podstawowym źródłem dochodu kraju. Dlatego przemieszczając się w pasie nadmorskim można mieć wrażenie przejeżdżania przez olbrzymi plac budowy. W każdym miejscu, w którym to możliwe powstają nowe hotele i apartamentowce. Kontrastują z nimi zrujnowane budynki. Od razu na wstępie wyjaśniono nam, że nie są to domy, które zostały zniszczone, np. przez trzęsienie ziemi. Domy te zostały zburzone ponieważ wybudowano je bez wymaganych zezwoleń. Jak się okazało samowolka budowlana jest bardzo rygorystycznie eliminowana. Podróż do Butrint była niezwykle malownicza, droga wiła się pomiędzy okalającymi Sarandę wzgórzami. Chwilami jechaliśmy zboczem wysokiego urwiska. Same drogi nie są najlepsze, miejscami autokar poruszał się po szutrze i piachu. Zaskoczyło nas gdy okazało się, że droga ta została wybudowana na specjalną okazję związaną z jakąś oficjalną wizytą byłego komunistycznego dyktatora. Z góry, po prawej stronie, mogliśmy oglądać wybrzeże a z lewej jezioro Butrint. Jezioro Butrint to akwen wodny w którym miesza się woda morska wpływająca do niego przez cieśninę Korfu i kanał Vivari, z wodą słodką. Są to podobno wspaniałe warunki do hodowli małży. Mówi się, że małże z jeziora Butrint to jedne z najlepszych małży na świecie… Jadąc wzdłuż jeziora można obserwować metalowe instalacje służące do ich połowu.

Po przejechaniu kilkunastu kilometrów dotarliśmy na miejsce. Wysiadając z klimatyzowanych autokarów uderzyła nas fala gorącego powietrza. Jednak przewodnik uspokoił nas, że ruiny znajdują pośród drzew. Rzeczywiście tak było. W Butrint można podziwiać dobrze zachowane ruiny, greckie rzymskie a nawet weneckie. Ich zwiedzanie było naprawdę bardzo fascynując. Zachowane zostały autentyczne otaczające Butrint mury z dwoma wąskimi bramami.

DSC_1517.JPG

DSC_1519.JPGDSC_1521.JPGDSC_1526.JPGDSC_1529.JPGDSC_1530.JPGDSC_1537.JPG

DSC_1533.JPGDSC_1534.JPGDSC_1535.JPG

Jedną z niesamowicie zachowanych budowli jest amfiteatr. Niezapomniane wrażenie wywiera możliwość fizycznego dotknięcia kamieni, które zostały umieszczone w tym miejscu ponad dwa tysiące lat temu. Mogliśmy usiąść na starożytnej widowni i wysłuchać opowieści przewodnika, który był prawdziwym pasjonatem tego zabytku i jego historii. Z żalem oznajmił o podnoszących się wodach gruntowych, które zalewają pierwszy rząd miejsc i okrągłą orchestrę, czyli miejsca gdzie znajdował się chór. Pomimo tego wrażenie jest piorunujące.

DSC_1538.JPG

DSC_1539.JPGDSC_1540.JPG

DSC_1541.JPGDSC_1543.JPGDSC_1544.JPG

DSC_1546.JPGDSC_1548.JPG

DSC_1555.JPGDSC_1564.JPGDSC_1565.JPGDSC_1566.JPG

Powoli przemieszczaliśmy się pomiędzy kolejnymi stanowiskami. Na szczęście większość z nich znajdowała się w miejscach zacienionych dzięki czemu zwiedzanie nie było uciążliwe. Oglądaliśmy pozostałości po łaźniach, domach czy świątyniach. Nie można było zbaczać z wyznaczonej trasy nie tylko ze względu na możliwość nieumyślnego uszkodzenia wykopalisk, ale również dlatego, że pomiędzy kamieniami i roślinami porastającymi ruiny ukrywały się węże.

DSC_1570.JPGDSC_1572.JPG

DSC_1573.JPGDSC_1574.JPG

DSC_1582.JPGDSC_1586.JPG

DSC_1587.JPGDSC_1591.JPG

DSC_1595.JPGDSC_1600.JPG

DSC_1602.JPGDSC_1608.JPGDSC_1611.JPG

DSC_1604.JPGDSC_1610.JPG

W Butrint zachowały się unikalne antyczne mozaiki. Niestety Albania jeszcze nie jest krajem, który byłoby stać na odpowiednie ich zabezpieczenie. Dlatego po ich odkryciu i opisaniu zostały zasypane, gdyż jest to obecnie najlepszy z dostępnych  sposobów na uchronienie ich przed zniszczeniem. Próbowano pozostawić pewien fragment odsłonięty tak, by turyści mogli je oglądać. Niestety zwiedzający nie potrafili tego docenić i depcząc odsłonięty fragment doprowadzili do jego nieodwracalnego zniszczenia. Obecnie wszystkie mozaiki są ukryte pod warstwą pisku i żwiru, mieliśmy jednak to szczęście, że nasz przewodnik posiadał pozwolenie na odsłanianie maleńkiego fragmentu w baptysterium i pokazywania go swoim wycieczkom. Pomimo wielokrotnych upomnień zawsze znalazł się ktoś rozgarnięty jak kupa liści na jesieni i próbował skalać zabytek swoją płetwą. Przyznam, że było to szokujące. Niestety niektórzy nie rozumieją jak kruche i nietrwałe mogą być rzeczy, które przeleżały pod ziemia wiele setek lat.

DSC_1590.JPGDSC_1612.JPGDSC_1619.JPG

DSC_1616.JPG

Poza tym, że w Butrint znajdują się stanowiska archeologiczne, cały teren je okalający został zamknięty w Narodowy Park Butrint, dlatego również roślinność znajdująca się na tym terenie podlega ochronie. Nie mogliśmy wiec urwać sobie listków laurowych szeroko rozciągających się tuż nad naszymi głowami, ale mogliśmy zrobić im zdjęcia 🙂

DSC_1597.JPGDSC_1598.JPG

Przechodząc do kolejnych stanowisk mogliśmy podziwiać laguny otaczające półwysep, na którym usytuowany jest Butrint.

DSC_1621.JPGDSC_1630.JPGDSC_1631.JPG

Podążając szlakiem dla zwiedzających dotarliśmy na szczyt wzgórza, na którym znajdowała się niewielka cytadela. W oczy od razu rzuca się armata skierowana w stronę morza :). Można tam również było obejrzeć maleńkie muzeum, w którym zgromadzono wykopane w Butrint rzeźby, czy też naczynia i ozdoby.

DSC_1633.JPGDSC_1636.JPG

DSC_1637.JPGDSC_1638.JPG

DSC_1639.JPGDSC_1641.JPG

DSC_1643.JPGDSC_1645.JPG

DSC_1652.JPGDSC_1656.JPGDSC_1658.JPG

DSC_1654.JPGDSC_1661.JPGDSC_1662.JPG

DSC_1663.JPGDSC_1665.JPGDSC_1666.JPG

Muzeum było ostatnim punktem zwiedzania.

DSC_1673.JPGDSC_1680.JPG

DSC_1682.JPGDSC_1683.JPGDSC_1687.JPG

DSC_1686.JPGDSC_1690.JPG

DSC_1674.JPG

Później zaczęliśmy schodzić w dół po niezliczonych schodkach i dotarliśmy do punktu wejścia, gdzie jeszcze na koniec oczom naszym ukazała się twierdza Ali Paszy po drugiej stronie wody…

DSC_1694.JPG

W drodze powrotnej do Sarandy zajechaliśmy jeszcze do maleńkiego zameczku – Lëkurësi Castle, wyremontowanego przez prywatnego inwestora, który przekształcił go w restaurację. Tego dnia akurat odbywały się przygotowania do wesela. Nie da się ukryć, że na przyjecie weselne jest to wyjątkowo malownicze i romantyczne miejsce… Znajduje się na szczycie jednej z gór otaczających Sarandę. Widok jest niezwykle malowniczy (mogliśmy nawet dostrzec w porcie statek, którym przypłynęliśmy), przepiękne zatoczki Morza Jońskiego wcinające się w wybrzeże albańskie oraz zielone wzgórza w głębi lądu. Cała Saranda leży u podnóża wzniesienia niemal jak na dłoni, w czasach historycznych czyniło to z tego miejsca najbardziej strategiczny punkt w okolicy. Trudno ten widok opisać słowami dlatego mam nadzieję, że zdjęcia, choć w części będą potrafiły oddać urok tego miejsca. Oczywiście ze szczytu wzniesienia widać było również Korfu co raczej nie było zaskoczeniem :).

DSC_1696.JPGDSC_1703.JPGDSC_1706.JPGDSC_1721.JPGDSC_1730.JPGDSC_1734.JPGDSC_1735.JPGDSC_1749.JPG

Udało nam się zrobić również zdjęcia samochodu, na którym widniała bardzo oryginalna nazwa greckiej firmy cukierniczej 😀

DSC_1719.JPG

Gdy wróciliśmy do miasta czekał już na nas obiad w restauracji nad samym brzegiem morza. Jednym z dań, które można było zamówić były słynne małże z jeziora Butrint. Nie byłabym sobą, gdybym ich nie spróbowała. Muszę przyznać, że były bardzo smaczne a podane nam zostały w sosie pomidorowym. Jedna porcja była wystarczająco duża dla dwóch osób.

Gdy opuszczaliśmy restaurację i wsiadaliśmy do autokaru natknęliśmy się na plakat niedawno wybranego prezydenta Sarandy.

DSC_1773.JPG

Nie muszę chyba pisać, że plakat ten wywołał ogólną wesołość 🙂

W drodze powrotnej na statku, na gorąco dzieliliśmy się wrażeniami z innymi uczestnikami wycieczki, przez co podróż zleciała bardzo szybko. Również tym razem zajęliśmy miejsca na górnym pokładzie ciesząc się przyjemną podróżą, słońcem i powiewem wiatru, który nas ochładzał. Pobyt w Albanii na długo pozostanie w naszej pamięci…

26 komentarzy

  • mażena

    Świetna relacja i zdjęcia. Imponujące „pozostałości” Tylko czy w dużej grupie można to wszystko ogarnąć, pomyśleć. Ja dopiero pochylając się w domu nad zdjęciami zastanawiam się w takich sytuacjach nad przeszłym czasem.
    Pozdrawiam, wszystko takie ciekawe można pomarzyć.

  • Ewa

    Witaj Mażeno! Bardzo się cieszę, że do mnie zaglądasz. Ja właśnie byłam u Ciebie. Chciałam dodać komentarz, ale niestety nie mogę, bo masz zablokowaną opcję URL. W każdym razie będę do Ciebie zaglądać, bo Twoje relacje bardzo mi się spodobały.
    Jeśli chodzi o grupę, to akurat dobrze, że byliśmy tam z przewodnikiem, bo gdyby tak iść samemu niewiele by się można było dowiedzieć. Raczej słabo opisane te wszystkie zabytki a przewodnik opowiadał bardzo, bardzo ciekawie…
    Pozdrawiam serdecznie
    M

  • Hej, bardzo fajnie piszesz o Waszych podróżach a ja od jakiegoś (niedawnego) czasu zajmuję się współtworzeniem nowego portalu internetowego o podobnej tematyce i pomyślałam, że może Cię to zainteresuje.
    Portal ma za zadanie skupiać ludzi, którzy chcieliby opowiedzieć o miejscach, które odwiedzili, wydarzeniach, w których wzięli udział, podzielić się informacjami, które ułatwią innym planowanie podróży, pokazać zdjęcia.
    Potrzebujemy w tej chwili osób, które byłyby skłonne napisać od czasu do czasu notatkę o ciekawym miejscu lub wydarzeniu. Ci, którzy się sprawdzą będą mogli liczyć na jakieś drobne wynagrodzenie.
    Jeśli jesteś zainteresowana, to wejdź na szansa.bywajtu.pl – znajdziesz tam dodatkowe informacje i formularz zgłoszeniowy. Dzięki za pomoc!

  • Ewa

    Anno, dziękuję za odwiedziny. Mam jeszcze bardzo dużo pracy przy swojej stronie, ale będę miała na uwadze Twoją propozycję.

  • Maria z Pogórza Przemyskiego

    Margarytko, z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twój wpis o Albanii, pooglądałam zdjęcia przepiękne zabytków, mozaik, rzeźb, nie wyobrażam sobie liści laurowych nad głową, tylko te temperatury nieco mnie przerażają, od niej boli mnie głowa.
    Kalimera czyli coś na słodko, bo firma cukiernicza? czy może coś innego? Prezydent Stefan ma bardzo oryginalne nazwisko, właśnie przed chwilką rozmawiałam z synem z Anglii i mówił: Mamo, jedzie przede mną samochód z rejestracją ze słowem na trzy litery, ale oni nie wiedzą co to znaczy, a my się śmiejemy, ot! takie skojarzenia, pozdrawiam serdecznie.

  • Ewa

    Marysiu, liście laurowe nad głową wyglądały zupełnie jak każde inne liście, ale ta świadomość … :). Temperatury to chyba sprawa indywidualna wiem, że można mieć z tym problem, ale dla mnie było całkiem ok. Kalimera to po grecku „dzień dobry” a branżę sprawdziliśmy, bo na samochodzie były narysowane torty a w Internecie jest taka firma cukiernicza :). Pewnie na to wesele dostarczali. Jeśli chodzi o Stefana, to jego nazwisko po albańsku absolutnie nic nie znaczy tak nam mówiła ta Albanka, która tłumaczyła przewodnika. Ot zwykłe nazwisko jak Tomczak czy Kowalski, ale ile radości sprawiało uczestnikom naszej wycieczki 🙂
    Pozdrawiam serdecznie
    M

  • Wspaniała relacja, a zdjęcia znakomite. I nawet zdjęcie z kładką jakieś takie mazurskie mi się wydało:)

  • Ewa

    Zbyszku, bardzo się cieszę, że zarówno zdjęcia jak i relacja się podobają. Staraliśmy się zrobić jak najładniejsze, żeby pokazać jak najwięcej 🙂 Sama uwielbiam oglądać zdjęcia z przeróżnych zakątków Świata i Polski. Miło mi, że ktoś ogląda również moje a to, że się spodobały to powoduje, że mam uśmiech od ucha do ucha.
    Pozdrawiam
    M

  • Witaj Ewo, bardzo ciekawy blog, miło i z zainteresowaniem czytało się tę relację z bardzo dla mnie egzotycznej Albanii. Nie miałam pojęcia, że tak się na turystykę nastawiają 🙂 a co do likwidacji samowolek budowlanych, to mogliby się od nich Włosi uczyć!

  • Ewa

    Witaj,
    Bardzo mi miło, że się dobrze czytało. Zapraszam częściej. Ja również niewiele wiedziałam o Albanii. Właściwie to wiedziałam tylko tyle, że może tam być niebezpiecznie, bo tyle tylko o uszy mi się obiło. Uznaliśmy jednak, że skoro przebywaliśmy tak blisko a biura organizują wycieczki fakultatywne do Albanii, to nie może być tak źle. Nie wiem jak jest w głębi kraju, bo my byliśmy tylko na wybrzeżu w pobliżu Sarandy, ale tutaj nic nie wskazywało na to, żeby turysta w Albanii był w niebezpieczeństwie. Fakt, że byliśmy tam tylko jeden dzień, ale w ciągu tego dnia nic niepokojącego się nie działo. Moim zdaniem rząd albański wybrał bardzo dobrą drogę z tym rozwijaniem turystyki, bo mają wspaniałe warunki ku temu. Myślę, że z czasem będzie to bardzo popularny wakacyjny kierunek 🙂

  • Amfiteatr wygląda niesamowicie, jest świetnie zachowany i moim zdaniem bardzo dobrze, że nie został poddany żadnym (z reguły tandetnym) renowacjom – tak jak wiele innych zabytków na świecie. Z fotek aż bije aurą antyku, takie miejsca na prawdę działają na wyobraźnię. Zatoczka i miasto wyglądają bardzo ciekawie, widać że czas płynie tam bardzo wolno i ogólnie jest bardzo nie nerwowo. 🙂 Ale z prezydentem to trochę przesadzili 😉

  • Ewa

    Oj gdyby ten prezydent wiedział co sobie myślą polscy turyści oglądając plakaty 🙂
    Rzeczywiście antyczne ruiny robią ogromne wrażenie. I ta możliwość ich dotknięcia w amfiteatrze powoduje, że ma się wrażenie cofania w czasie 🙂

  • Ewa

    A to mnie bardzo cieszy, że się podoba 🙂

  • Człowiek się tłucze po bezdrożach: Mazur, Kaszub czy Podlasia, płaci ciężkie pieniądze, za noclegi pośród mebli pamiętających wczesnego Gierka a tu..Ciepło, czysto, smacznie, ciepła woda i niebo jak na widokówkach. Ech.. Gdyby nie miłość do poznawania nowych zakątków kraju to…Trzeba chyba coś zmienić w planach turystycznych 🙂 Pozdrawiam!

  • Ewa

    Ja również lubię polskie bezdroża, ale czasem dobrze wyjechać i dalej 🙂

  • wspaniała wycieczka. Szkoda, że te podłogi takie piękne a skryte pod ziemią, no ale zrozuumiałe, że tak jest lepiej…

  • Ewa

    Thernity widzę, że rzeczywiście zabrałaś się do nadrabiania zaległości :). Mozaiki są bezcenne i szkoda by było gdyby się zniszczyły. Przysypane maja szansę przetrwać 🙂

  • Ola

    dla mnie wypad do Albanii był najfajniejszym elementem wyprawy na Korfu! Nie wiem jak teraz tam jest, ale kilka lat temu przeraziła mnie bieda w Sarandzie-te stada dzieci wszędzie, żadnego nadzoru dorosłych (w zasadzie mało dorosłych-wszysycy na robotach w Grecji???), nie dobudowane miasto…
    Wykopaliska też mi się bardzo podobały!

  • Zdaje się, że przez te cztery lata zaszły w Sarandzie ogromne zmiany. Nie dało się dostrzec przepychu ale skrajnej biedy i nędzy też nie. Dzięki turystyce miasto szybko nabiera wiatru w żagle. Ludzie sprawiają wrażenie przepełnionych optymizmem, oddychających pełną piersią, zupełnie jak Polacy na początku lat 90′. Mam nadzieję, że nie zostaną sprowadzeni na ziemię tak szybko, jak przyszło to u nas… będę im po cichu kibicował i kiedyś znów ich odwiedzę.

  • Ewa

    Ja powiem szczerze, że najwięcej Albańczyków widziałam na statku. W mieście jakoś dzikich tłumów nie było, zapewne dlatego, że z tego co mogłam zaobserwować podczas obiadu, plaża była oblężona. Możliwe jednak, że to nie mieszkańcy Sarandy plażowali tylko wczasowicze z innych części Albanii. To co widać gołym okiem np w sklepach to, to że jest taniej niż w Grecji. Sama kupowałam olejek do opalania w Albanii, bo był znacznie tańszy. Jeśli chodzi o dzieci, to pod parkiem w Butrint do turystów podchodziła grupka małych dzieci i oferowała bransoletki z muszelek, kamyczków i koralików. Kupiłam jedną mojej córce :), sprzedawały po 1 Euro. Tych dzieci było z pięcioro i nasz przewodnik dobrze je znał, więc można sądzić, że to jest ich stałe zajęcie. Być może tylko w okresie letnim a poza sezonem normalnie się uczą. Poza tym Saranda to ma być typowy kurort, więc pewnie nie widzieliśmy jak im się tam naprawdę żyje. Mam nadzieję, że coraz lepiej i ten piękny kraj będzie się dalej intensywnie rozwijać a jego mieszkańcy nie będą już musieli szukać pracy poza granicami.

  • czesc,
    trafilam tu do ciebie chyba z jakies toskanskiej strony. I milo mi widziec Albanie, bo to rzadka destynacja dla Polakow nadal.bardzo ciekawie to wszystko opisałas.I zainspirowalas mnie, zeby cos na ten temat powiedziec. Ja kiedys duzo umieszczalam informacji na stronie podroze.pl A teraz niedawno zaczełam pisac bloga. I tez caly czas go rozpracowuje, m a tyle mozliwosci.
    Bylam w Sarandzie pare razy, bo mój mąż pracował na statku archeologicznym i robili tam poszukiwania. Bardzo milo wspominam pobyty w tym kurorcie z wielu powodów. Butrinti zwiedzalam w towarzystwie czolowego albanskiego archeologa.Zawsze tam byliśmy gwiazdami, tzn ja sie załapywalam ze wzgledu na prace męża i jego statku. Nie uwierzysz, ale imie, jakie przybralam na blogu jest wlasnie albanskie , a nosila je jedna mloda pani archeolog, ktora bardzo polubilam
    Pozdrawiam serdecznie i tymczasem zapraszam do Francji.
    ardiola

  • Ewa

    Ardiola witam Cię bardzo serdecznie. Miło mi, że do mnie trafiłaś. Niestety ja w Albanii spędziłam tylko kilka godzin, więc już nic więcej na ten temat nie uda mi się napisać. Spodobał mi się ten kraj i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę. Jeżeli napiszesz coś ciekawego na temat Albanii na swoim blogu z chęcią dowiem się o niej czegoś więcej :). I Dziękuję za zaproszenie do Francji. Poczytam z przyjemnością 🙂
    Pozdrawiam

  • Fantastyczna robota Ewo, „Obczytałam” Korfu, relacja jak z przewodnika Pascala i doskonałe zdjęcia.Wykonałaś kawał dobrej roboty.Dzięki, 4 września lecę na Korfu i podobnie jak Ty, lubię zwiedzać sama, tzn w duecie z małżem :)Serdecznie pozdrawiam

  • Ewa

    Witaj Gabi. Życzę Ci udanego urlopu i niezapomnianych wrażeń 🙂

Dodaj komentarz