Motto

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę.
Aureliusz Augustyn z Hippony.

Lato 2012 III – Hel

Dzień podróży był dosyć intensywny, dlatego następnego dnia nie byliśmy w stanie zerwać się o świcie i przystąpić do zwiedzania okolicy :).

Około 10 wyruszyliśmy na pierwszą nadmorską wyprawę. Po krótkiej naradzie za cel obraliśmy Hel. Mieliśmy w planach odwiedzenie fokarium i cypla kończącego półwysep helski. Kusiły nas również poniemieckie bunkry i fortyfikacje. Pogoda była zachęcająca, więc nie przeczuwając nic złego wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę półwyspu. Już niedługo po wyjeździe z Rozewia natknęliśmy się na pierwszy korek. Nie był jednak bardzo uciążliwy i dosyć szybko się z niego wyplątaliśmy. Spokojnie zjechaliśmy na właściwą drogę .

DSC_0008.JPGDSC_0016.JPGDSC_0019.JPGDSC_0020.JPGDSC_0021.JPGDSC_0025.JPGDSC_0029.JPG

Delikatnie pokropiło, ale za chwilę po deszczu nie było już śladu. Dotarliśmy do Jastarni. Nie mogliśmy sobie odmówić postoju w porcie…

DSC_0040.JPGDSC_0036.JPGDSC_0038.JPGDSC_0041.JPGDSC_0044.JPGDSC_0047.JPG

DSC_0039.JPGDSC_0051.JPGDSC_0056.JPG

DSC_0053.JPGDSC_0059.JPGDSC_0060.JPGDSC_0057.JPGDSC_0063.JPGDSC_0065.JPG

Dzikie róże z ostatniego zdjęcia chyba już na zawsze będą mi się kojarzyły z miejscowościami nadmorskimi. Pamiętam je z pierwszych moich wakacji, jakie w ogóle jestem w stanie odkopać w pamięci. Miałam ze 3 lata i byłam z rodzicami na wczasach w Gdańsku-Stogach. Była tam pętla tramwajowa, gdzie jechało się tramwajem w istnym różanym tunelu. Nie wiem jak jest teraz w Gdańsku-Stogach na pętli, ale w mojej pamięci jej obraz z przed lat pozostał niezmieniony 🙂

Niestety znowu zaczynało kropić, wiec musieliśmy ukryć się w samochodzie. Ruszyliśmy w dalszą drogę.

 DSC_0072.JPGDSC_0083.JPG

Dosyć szybko dotarliśmy do Helu.

Czas na trochę historii z czasów kiedy miasto się kształtowało;

Hel został po raz pierwszy wzmiankowany w 1198 jako kaszubska wieś o nazwie Gellen i ośrodek handlu śledzia. W jednej z duńskich kronik wspomniano, że uszkodzony statek króla Waldemara II Zwycięskiego osiadł na „Wyspie Hel”. W XIII wieku wieś stała się jednym z najważniejszych centrów handlowych regionu, rywalizującym z pobliskim Gdańskiem. Zgodnie z przesłankami historycznymi już przed 1266 rokiem Hel posiadał prawa miejskie nadane na prawie lubeckim przez księcia pomorskiego Świętopełka II. Akt lokacyjny został potwierdzony przez Krzyżaków w 1378 roku (również na prawie lubeckim), gdy ci zajęli miasto, opanowując Pomorze Gdańskie.

Początkowo miasto było położone około 1,5 km od dzisiejszego centrum. Mieściło kościół, szpital, ratusz, dwa rynki, kilka pensjonatów i mały port. Jednakże w XV wieku półwysep zaczął się zmniejszać na skutek erozji i wkrótce miasto przeniesiono w bezpieczniejsze miejsce. W 1417 zbudowano kościół Św. Piotra, patrona rybaków. Hel doświadczył okresu wzrostu, ale później ustąpił miejsca szybciej rosnącemu miastu Gdańsk. W 1466 król Polski Kazimierz IV przyznał Hel jako lenno władcom Gdańska, kończąc stuletnią walkę o dominację nad gospodarką Zatoki Gdańskiej. W 1526 król Zygmunt I Stary wycofał wszystkie przywileje przyznane wcześniej Helowi i sprzedawał miasto z półwyspem władzom miasta Gdańska. Od tamtej pory los Helu był związany z większym sąsiadem.

W wieku XVII i XVIII przedłużające się działania wojenne i klęski żywiołowe poważnie zaszkodziły miastu, którego populacja znacząco zmalała i w 1872 r. rząd nowo utworzonego państwa niemieckiego zniósł prawa miejskie, przyznane Helowi sześć wieków wcześniej.

Upadek został powstrzymany w 1893 roku, kiedy we wsi został zbudowany port rybacki. Stanowił on schronienie dla statków rybackich, ale także stał się popularnym celem wycieczek weekendowych dla mieszkańców Gdańska i Sopotu. W 1896 roku wsi przyznano status nadmorskiego uzdrowiska. W 1905 miejscowość liczyła sobie 604 mieszkańców, z czego 93,2% stanowili Niemcy, zaś 6,3% – Kaszubi. 91,6% ludności było protestantami.

Mimo zdecydowanej przewagi ludności niemieckojęzycznej, traktat wersalski przyznał miejscowość odrodzonemu państwu polskiemu. Dzięki strategicznemu położeniu u wejścia do Zatoki Gdańskiej, Hel stał się ważnym punktem na militarnej mapie kraju. W 1921 roku ukończono budowę linii kolejowej łączącej Gdynię z Helem, w 1922 roku do Helu dotarł pierwszy pociąg pasażerski, w 1931 otwarto port wojenny.

Podczas II Wojny Światowej Hel znajdował się na terenie Rejonu Umocnionego Hel, który bronił się do 2 października 1939.

Po 1945 Hel dostał status miejsca szczególnie ważnego strategicznie co wiązało się z tym, że na Hel mogli przyjechać tylko obywatele PRL (podobny status w ZSRR miał Władywostok). Obostrzenie w dostępie do Helu zniesiono dopiero ok. 1989 r., a same szlabany zniknęły dopiero w latach dziewięćdziesiątych (pozostałości rogatek znajdują się do dziś na drodze dojazdowej do miasta). W 1963 roku miasto odzyskało prawa miejskie. W 1979 roku miasto udekorowano Krzyżem Grunwaldu II klasy.

Obecnie Hel to ośrodek turystyczny i kąpielisko nadmorskie oraz  ośrodek rybołówstwa. Znajduje się tu również garnizon Marynarki Wojennej z portem wojennym. Port morski Hel ma przystań rybacką, jachtową i żeglugi pasażerskiej. Wielu urlopowiczów spędza tu swoje wakacje.

Na podstawie Wikipedii.

 

Trudno się zatem dziwić, że i my podążyliśmy na Hel do Helu. Czekała na nas latarnia morska i fokarium, ale również w tym właśnie mieście planowaliśmy zjeść smaczny, rybny obiadek.

Pierwszym wyzwaniem, jakie przed nami stanęło, było zaparkowanie samochodu. Trochę trwało zanim udało nam się znaleźć parking z wolnym miejscem. Trudno się dziwić, w końcu miasto ma ograniczoną powierzchnię i nie jest się w stanie rozciągnąć na boki :D.

Swoje kroki najpierw skierowaliśmy oczywiście nad wodę. Zatoka Pucka prezentowała się wspaniale, jednak majaczące nad wodą ciemne chmury wprowadzały nas w lekki niepokój. Pocieszała nas część nieba nad lądem, ale jak się okazało nie dała rady wygrać z nadchodzącą burzą :/

DSC_0085.JPGDSC_0086.JPGDSC_0088.JPGDSC_0091.JPGDSC_0090.JPGDSC_0093.JPGDSC_0095.JPGDSC_0100.JPGDSC_0098.JPGDSC_0103.JPGDSC_0104.JPGDSC_0107.JPGDSC_0105.JPG

Cały czas mieliśmy nadzieję, że czarne chmury przejdą bokiem i uda nam się zaliczyć wszystkie zaplanowane atrakcje. Niestety kolejka do fokarium była bardzo długa, więc postanowiliśmy najpierw udać się na obiad. Przeszliśmy obok fokarium a później deptakiem nadmorskim, na którym, jak w każdej chyba miejscowości wypoczynkowej, można spotkać niezliczone budki z przeróżnymi pierdółkami, czytaj pamiątkami 🙂

DSC_0109.JPGDSC_0111.JPGDSC_0114.JPGDSC_0120.JPGDSC_0121.JPG

Nie szukaliśmy na oślep jakiejkolwiek knajpki, w której moglibyśmy zjeść obiad. Poszukiwaliśmy bardzo konkretnego lokalu o dźwięcznie brzmiącej nazwie Fiszeria.

Zanim jednak znaleźliśmy to miejsce musieliśmy trochę się przespacerować.

DSC_0123.JPGDSC_0128.JPGDSC_0131.JPGDSC_0133.JPGDSC_0137.JPGDSC_0138.JPG

DSC_0146.JPGDSC_0144.JPGDSC_0141.JPGDSC_0142.JPG

Fiszerię znajdziecie na ulicy Wiejskiej 100. Trzeba przejść opierając się pokusom niemal całą uliczkę pełną przeróżnych knajpek i restauracyjek, ale zapewniam Was, że warto to zrobić 🙂

Restauracja, jak zresztą wiele podobnych, usytuowanych przy tej ulicy, zlokalizowana jest w domku rybackim. Jest on przepięknie odnowiony i posiada prawdziwie powalające, klimatyczne wnętrze. Ozdobiona jest niezliczonymi marynistycznymi pamiątkami, gromadzonymi latami przez jej obecnego właściciela.

Muszę się przyznać, że wykonanie dokumentacji fotograficznej z tego miejsca było dla mnie ogromną przyjemnością. Popatrzcie zresztą sami jakie piękne ujęcia udało mi się zrobić dzięki uprzejmości kierownictwa Fiszerii (Kuba tu gorące pozdrowienia dla Ciebie) 🙂

DSC_0254.JPGDSC_0257.JPGDSC_0156.JPGDSC_0261.JPGDSC_0162.JPG

Już pierwsze wrażenie było bardzo dobre. Bardzo lubię pelargonie, więc od wejścia mi się spodobało. Gdy wchodziliśmy do środka zaczynało kropić i obsługa zwijała się jak w ukropie, żeby zabezpieczyć gości siedzących na tarasie przed deszczem. Błyskawicznie opuszczono specjalne foliowe okienka, przez które nadal można było podziwiać uliczkę nie narażając się na zmoknięcie.

My jednak nie zdecydowaliśmy się na miejsce na tarasie. Weszliśmy do środka.

DSC_0149.JPGDSC_0150.JPGDSC_0151.JPGDSC_0152.JPG

DSC_0153.JPGDSC_0168.JPGDSC_0169.JPG

DSC_0172.JPGDSC_0173.JPGDSC_0187.JPG

DSC_0175.JPGDSC_0180.JPGDSC_0181.JPGDSC_0195.JPG

DSC_0219.JPGDSC_0221.JPGDSC_0227.JPG

DSC_0223.JPGDSC_0245.JPG

Niepowtarzalną atmosferę lokalu tworzą nie tylko przepiękne ozdoby, ale również wspaniała kaszubska zastawa malowana w tradycyjne wzory.

Po uczcie estetycznej czekaliśmy na strawę dla naszych zmęczonych wędrówką ciał :). Mieliśmy zamiar spokojnie i z pietyzmem oddać się smakowaniu zamówionych przez nas potraw, gdyż zaraz po tym jak znaleźliśmy się w Fiszerii na dworze rozpętała się silna burza. Pioruny strzelały, ulewa była niczym ściana deszczu wylewana z nieba ogromnymi kubłami… co ja mówię chyba ogromnymi wannami raczej. Okoliczności pogodowe nie pozwalały na zwiedzanie miasta, za to pozwalały nam na spokojne oddanie się uczcie 🙂

Zamówiliśmy oczywiście dania rybne. Nie mogło być inaczej :). Po odpowiednim czasie na naszym stole pojawiły się talerze :). Nie mam pojęcia jak smakują wszystkie dania oferowane przez tę restaurację, podejrzewam jednak, że są bardzo dobre. Z całą pewnością mogę i będę wszędzie zachwalać te, które tam jedliśmy. Dorsz zapiekany z serem na szpinaku, na pewno pojawi się na naszym stole przy kolejnej wizycie w Fiszerii. Stwierdzam, że było to najlepsze danie rybne jakie kiedykolwiek jadłam. Nie umiem nawet opisać jak było dobre. Po prostu obłęd :). W życiu nie przypuszczałabym, że poczciwy dorsz, podany na szpinaku i z zapieczonym serem na wierzchu, będzie potrafił wywołać u mnie taki zachwyt. A jednak :). Druga rybka nie ustępowała niczym pierwszej aczkolwiek nie miała żadnego zaskakującego połączenia smakowego. Jako drugi wystąpił na naszych talerzach turbot i jako ryba szlachetna cechował się równie szlachetnym smakiem. Co tu dużo gadać, był po prostu wyśmienity :). Czas chyba pokazać te dobroci skoro tyle się o nich rozpisałam. Aż mi ślinka pociekła 😉

Proszę bardzo, oto one 🙂 Wybaczcie, że trochę nadgryzione, ale zanim zdążyłam sięgnąć z powrotem po aparat Degustinek już zdążył zawiosłować 😉

DSC_0247.JPGDSC_0248.JPGDSC_0252.JPG

Nie zabrakło oczywiście i surówki. Jak widać wszystkie dania podane były na zdobionej w kaszubskie wzorki zastawie. Naprawdę z czystym sumieniem polecam każdemu odwiedzającemu Hel obiad w Fiszerii. Szczególnie dorsza ze szpinakiem i serem 🙂

Deszcz przestawał padać gdy kończyliśmy jedzenie a właściwie pochłanianie naszego obiadu. Z prawdziwym żalem opuściliśmy restaurację, prawdopodobnie po części dlatego, że już nic więcej nie daliśmy rady w siebie wcisnąć. Kuszono nas bowiem „domową” szarlotką, którą w przypadku posiadania jakiegokolwiek wolnego miejsca z całą pewnością pragnęłabym spróbować.

Postanowiliśmy udać się na helski cypel i do latarni morskiej. W końcu w Polsce mamy tylko jedno takie miejsce. Niestety nie dane nam było tam dotrzeć. Mniej więcej w połowie drogi ponownie rozszalała się niesamowita ulewa. Skacząc jak zające lub żaby, jak kto woli, przemieszczaliśmy się z powrotem, pomiędzy sklepikami, w stronę samochodu. W jednym z nich, z dumnym napisem wszystko po 7, czy po 8, zakupiliśmy płaszcze przeciwdeszczowe po 12 :). Nie muszę chyba wspominać, że wyglądaliśmy w nich trochę jak uciekinierzy z domu dla obłąkanych, przyodziani w zbyt duże piżamy :D, nie mniej jednak pomogły nam ochronić się przed tnącymi strugami deszczu, ale również przed wiatrem. Przyodziani w nasze wspaniałe pamiątki z Helu dotarliśmy do cukierni, gdzie stłoczeni wczasowicze zajadali lody i gofry. Zjedliśmy i my. Nie powiem, goferki były bardzo smaczne a kawa mnie nieco rozgrzała. W chwili przejaśnienia przemknęliśmy szybko pozostałą drogę do samochodu.

DSC_0265.JPGDSC_0267.JPGDSC_0281.JPGDSC_0274.JPGDSC_0271.JPG

Niestety pogoda nie rokowała nagłej poprawy, musieliśmy wiec zrezygnować ze wszystkich zaplanowanych na tę wycieczkę atrakcji. Ruszyliśmy w drogę powrotną do Rozewia. Na miejsce dojechaliśmy po jakichś bagatela 3 godzinkach jazdy a właściwie postoju w niekończącym się korku. Najwidoczniej wszyscy, tak jak my, uznali, że tego dnia pogoda nie ulegnie już poprawie i postanowili zorganizować sobie czas poza półwyspem. Dzięki temu utknęliśmy na dobre, na jedynej drodze wyjazdowej z Helu.

Gdy dotarliśmy w końcu do Rozewia pogoda poprawiła się na tyle, że postanowiliśmy jeszcze odwiedzić pobliską latarnię morską. Relacja ze wspinaczki na latarnię w Rozewiu już w kolejnym wpisie 🙂

 

18 komentarzy

  • Lubię Hel, tam na prawdę czuje się morze.
    Ciekawa relacja 🙂

  • Ewa

    Oj poczuliśmy to morze a szczególnie burzę z nad niego :). Nie mniej jednak bardzo lubię Hel 🙂

  • W tym roku nie byłem, wybrałem Frombork. Piękne widoki i super relacja.

  • Ewa

    Zbyszku Frombork też ciekawy :). Relacja mi się bardzo podobała ;), szczególnie, że ja we Fromborku jeszcze nie byłam 🙂

  • Ola

    nie jestem pewna czy i ja w tej knajpie kilka lat temu nie jadłam obiadu, wspominam ich pyszną zupę rybną a wystrój na pierwszy rzut oka podobny!

    życie & podróże
    gotowanie

  • Ewa

    Ola jeśli wspominasz pyszną zupę rybną to duże prawdopodobieństwo, że to ta sama knajpka 🙂

  • Morze, nasze morze 🙂
    Pięknie!
    O.

  • Ewa

    To prawda Obieżyświatko nad naszym morzem też jest pięknie :).

  • lubie nadmorskie klimaty 🙂 szkoda tylko ze Baltyk jest taki zimny ….

  • Ewa

    Przyznam, że nie zamoczyłam w wodzie nawet małego palca :), ale okolica bardzo przyjemna 🙂

  • O rany ile zdjeć! Podziwiam za wytrwałość żeby tyle wybrać do jednego wpisu!
    Polskie morze jest bardzo fajne i zawsze będę nad nie wracać 🙂

  • Ewa

    Ajka ja mam problem z wybraniem zdjęć. Jeszcze sporo mi zostaje, bo wszystkich bym nie dała rady umieścić 🙂

  • te dzikie róże mi się kojarzą z dzieciństwem- cały parking przed naszym domem był nimi obsadzony:) Bardzo fajna ta knajpka Fiszernia. W domu mamy kilka identycznych talerzy, jak te z surówkami! nawet nie miałam pojęcia, że to kaszubskie!

  • Ewa

    Thernity te kaszubskie wzory bardzo ładne są 🙂 a dzikie róże uwielbiam, tylko pod Twoim domem to juz ich raczej nie ma z tego co kojarzę 🙁

  • Aga

    Cześć Ewcia, dawno tu u Ciebie nie byłam. Cieszę się, że znów tu wpadłam bo bardzo kompleksowa ta Twoja relacja. Dobrą robotę robisz relacjonując także polskie miejsca…my Polacy mało wiemy o swoim ‚podwórku”. Będę zaglądać częściej!!

  • Ewa

    Aga dzięki za odwiedziny :). Zapraszam jak najczęściej, chociaż ostatnio jest mały przestój w produkcji kolejnych postów. Poprawię się obiecuję.
    Dobrze, że masz zdjęcie na blogerze, bo bym się w życiu nie domyśliła, że Ty to Ty :D. Buziaki.

  • Ja się na Hel wybieram już chyba 4 rok i jakoś dotrzeć nie mogę. Tak sobie archiwalne wpisy przeglądałem i nie mogłem tu nie zajrzeć. Piękne zdjęcia, ciekawa relacja. Mnie w Helu właśnie przeraża ten brak miejsca – zarówno na zaparkowanie jak i na plażowanie, a także dość kłopotliwy dojazd i korki :/ No ale móc stanąć na końcu tego cypla – bezcenne uczucie 🙂

Dodaj komentarz