Motto

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę.
Aureliusz Augustyn z Hippony.

Lato 2012 IV – Rozewie – wspinaczka i ślizgaczka :)

DSC_0288.JPG

Po deszczowym wypadzie na Hel i spędzeniu kilku godzin w korku paraliżującym jedyną drogę wyjazdową z półwyspu odeszła nam ochota na jakiekolwiek dalsze eskapady tego dnia. Jednak przecierające się niebo i zanikający deszcz zaczęły łagodzić niezłomne postanowienie udania się do domu i spędzenia reszty dnia pod dachem i przed telewizorem :). Gdy nareszcie dotarliśmy do Rozewia bez większego zastanowienia minęliśmy zjazd prowadzący do naszej wakacyjnej kwatery i skierowaliśmy się w stronę latarni morskiej.

Latarnia Morska Rozewie usytuowana jest na przylądku Rozewie, pomiędzy Latarnią Morską Stilo, a Latarnią Morską Jastarnia. Ma ona największy zasięg nominalny ze wszystkich latarni polskiego wybrzeża.

Latarnia, która jest udostępniona do zwiedzanie, ale również stale pracuje to tak zwana „Stara Latarnia” z 1822 roku. Nieopodal znajduje się również latarnia zwana „Nową”, która jest nieczynna.

Z powstaniem w tym miejscu latarni morskiej związana jest legenda, która mówi, że w XVII wieku w okolicach Rozewia rozbił się szwedzki statek, którego cała załoga wraz z kapitanem zginęła. Ocalała tylko córka kapitana, uratowana przez rybaka. Zrozpaczona, zamieszkała w Rozewiu i postanowiła co noc rozpalać ognisko na wzgórzu, by innych żeglarzy nie spotkał taki sam los. Niektórzy mówią, że pomagała jej w tym miejscowa ludność. Córka kapitana paliła ogniska co noc, aż do swojej śmierci. Być może statek szwedzkiego kapitana rozbił się o wystającą w tym miejscu z wody skałę, zwaną przez rybaków „diabelską skałą” lub „czarcim kamieniem”, pod którym zgodnie z rybackimi opowiadaniami siedzi diabeł i topi wszystkie obiekty, które znajdą się w jego zasięgu.

Obecnie w latarni mieści się muzeum latarnictwa, które jest filią Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. W muzeum znajduje się stary reflektor latarni Stilo z soczewką Fresnela (reflektor tego typu działał w latarni na Rozewiu przed jej podwyższeniem i nadal można go zobaczyć w latarni), światła nawigacyjne oraz modele dawnych latarń począwszy od starożytnej latarni na wyspie Faros.

Na ścianie wieży wisi tablica upamiętniająca Leona Wzorka, latarnika, który we wrześniu 1939 pozostał na posterunku mimo nadchodzących Niemców. 11 września 1939 został przez Niemców aresztowany i rozstrzelany w Piaśnicy.

W sąsiednim budynku z ceglanym kominem mieści się stara maszynownia z lokomobilą stałą, generatorami prądotwórczymi, sprężarką i tablicami rozdzielczymi (dostępna dla zwiedzających latarnię), a w pobliżu latarni rozmieszczone są znaki nawigacyjne. Stojące na odludziu latarnie musiały być niezależne, dlatego miały własny generator prądu. Maszyna parowa napędzająca prądnice również zasilała kompresory: sprężone powietrze w mgielne dni uruchamiało buczki w pobliskiej syrenowni. Latarnik często ze swą rodziną musiał być samowystarczalny, stąd obok latarni znajduje się budynek wędzarni i jednocześnie piekarni.

Na podstawie Wikipedii

 

Posiadając powyższą wiedzę wybraliśmy się na zwiedzanie. Nie byliśmy pewni czy uda nam się dotrzeć do celu, gdyż deszcz nadal kropił. Uznaliśmy jednak, że spróbujemy a w razie nasilenia się deszczu zawrócimy do samochodu. Ku naszej ogromnej radości, kiedy tylko wychyliliśmy głowy spod drzew, które osłaniają drogę do latarni, zobaczyliśmy tęczę. Był to dla nas znak, że powinniśmy iść dalej 🙂

DSC_0286.JPG

Po niedługim spacerze dotarliśmy do latarni.

DSC_0292.JPGDSC_0300.JPG

DSC_0294.JPGDSC_0296.JPGDSC_0298.JPG

Drogą kupna weszliśmy w posiadanie biletów wstępu do latarni, przy okazji zaopatrując się w pamiątkowe magnesy na lodówkę, i udaliśmy się na zwiedzanie.

Wewnątrz latarni zorganizowana jest wystawa, dzięki której można zapoznać się z ewolucją jaką przechodziły latarnie morskie. Od ogniska palonego na brzegu czy klifie po znane nam dzisiaj budowle.

DSC_0308.JPGDSC_0309.JPGDSC_0310.JPGDSC_0313.JPGDSC_0316.JPGDSC_0320.JPGDSC_0327.JPGDSC_0349.JPGDSC_0345.JPG

Kolejne poziomy, na które docieraliśmy, oferowały równie ciekawe atrakcje. Pośród wielu zgromadzonych w gablotach tarcz szkolnych znalazłam tarczę jednej z podstawówek, do której miałam przyjemność uczęszczać 🙂

DSC_0363.JPGDSC_0379.JPG

DSC_0366.JPGDSC_0372.JPGDSC_0369.JPG

DSC_0382.JPGDSC_0383.JPG

DSC_0352.JPGDSC_0354.JPGDSC_0355.JPGDSC_0357.JPGDSC_0360.JPG

Widok z góry był bardzo przyjemny szczególnie, że zaświeciło słońce :). Od razu zrobiło się przyjemniej :).

DSC_0388.JPGDSC_0390.JPG

Po zwiedzaniu ruszyliśmy w drogę powrotną do samochodu. Jednak przy parkingu coś nas jeszcze zatrzymało. Były to sympatyczne koniki, które chętnie pozowały do zdjęć 🙂

DSC_0397.JPGDSC_0398.JPG

DSC_0393.JPGDSC_0400.JPGDSC_0404.JPGDSC_0406.JPG

Chciałam jeszcze choć na chwilę wstąpić do Jastrzębiej Góry, ale burza znowu wisiała na włosku, więc nawet nie wysiedliśmy z samochodu.

DSC_0410.JPG

Wróciliśmy do naszej bazy wypadowej, odpoczęliśmy trochę i poszliśmy na spacer nad morze. Pogoda się bardzo poprawiła. Deszcz nie straszył i było bardzo przyjemnie, co w zestawieniu ze zdjęciem powyżej może wydawać się nieprawdopodobne.

Rozewie jest miejscowością położoną na wysokim klifie. Żeby dotrzeć nad brzeg morza musieliśmy pokonać trudną drogę w dół. Prowadziła ona przez las, ale całą trudność stanowiła mokra ziemia, na której łatwo było się poślizgnąć. Co prawda głównie schodziliśmy po schodach, ale kawałki bez nich były prawdziwym wyzwaniem. Pamiętajcie, że cały dzień padał deszcz :).

DSC_0414.JPGDSC_0415.JPGDSC_0421.JPG

DSC_0424.JPG

Kiedy już udało nam się przebyć drogę pełną niekontrolowanych poślizgów wychyliliśmy głowy na plażę.

DSC_0434.JPGDSC_0442.JPGDSC_0445.JPGDSC_0473.JPGDSC_0481.JPGDSC_0484.JPGDSC_0485.JPGDSC_0486.JPGDSC_0491.JPG

Z plaży świetnie widać urwisko, z którego schodziliśmy. Niesamowite wrażenie sprawiają drzewa wiszące niemal w powietrzu, których korzenie, ze względu na wymywanie przez wodę podłoża nie mają się czego chwytać.  Jest też sporo takich, które już spadły z klifu, gdyż nie zostało dla nich wystarczająco podłoża, w którym mogłyby się utrzymać. Na plaży można oczywiście spotkać wiele leżących pni i konarów, które morze wyrzuciło na brzeg. Niekiedy mają one bardzo fantazyjne kształty i mogą stanowić piękna ozdobę np: ogródka. Wprawdzie Ela zachęcała nas do przytaszczenia jakiegoś kawałka drewna do ozdoby, to niestety nie bylibyśmy w stanie dotaszczyć takiego ciężaru do domku, szczególnie po tak śliskiej drodze jaką przebyliśmy w dół. A co dopiero w górę?

Nie mieliśmy jednak w planach powrotu od razu na górę. Postanowiliśmy ruszyć w pogoni za słońcem chylącym się już ku zachodowi. Jak wiadomo zachodowi słońca zazwyczaj towarzyszą wspaniałe atrakcje kolorystyczne. Tak było oczywiście i tym razem. Muszę się przyznać, że narobiłam tak dużo zdjęć, że gdybym chciała je tu wszystkie wstawić chyba serwery odmówiły by posłuszeństwa i zbuntowały się ze względu na zbytnie obciążenie :).  Jak na złość chmury, które z wolna płynęły po niebie przyjmowały coraz to ciekawsze kształty i trudno mi było oderwać się od aparatu :).

Udało mi się zebrać w sobie i wybrać tylko niektóre obrazki, żeby je tu pokazać.

DSC_0508.JPGDSC_0515.JPGDSC_0525.JPGDSC_0526.JPGDSC_0528.JPGDSC_0540.JPGDSC_0546.JPGDSC_0564.JPGDSC_0579.JPGDSC_0583.JPGDSC_0549.JPGDSC_0589.JPG

Szliśmy tak i szliśmy i w końcu zaczęliśmy się zastanawiać czy kiedyś napotkamy jeszcze jakąś drogę prowadzącą w górę czy będziemy zmuszeni szarżować osuwające się zbocza. Szarża niewątpliwie była niewskazana ze względów bezpieczeństwa, ale również z tego co mi w głowie świta istnieje zakaz wchodzenia na takie urwiska.

Na szczęście w momencie, w którym zaczynałam się już naprawdę niepokoić, dotarliśmy do kolejnego zejścia z plaży. I tu się dopiero zaczęła szkoła przetrwania. O ile schodzenie, aczkolwiek z poślizgami było w miarę ok, o tyle wchodzenie sprawiało znacznie więcej kłopotu. Błotko pod nogami musiało się z nas nieźle naśmiewać kiedy mozolnie stawiając dwa kroki w górę zjeżdżaliśmy natychmiast o trzy w dół. Na szczęście, tak jak w przypadku drogi w dół, głownie wspinaliśmy się po schodach. Te ekstremalne próby były tylko na krótkich odcinkach gdzie schodów nie było. I całe szczęście, bo nie wyobrażam sobie całej wspinaczki na klif w takich warunkach.

Kiedy już dokonaliśmy tego alpinistycznego wyczynu i dotarliśmy na górę okazało się, że wyszliśmy z gąszczu drzew pod samą latarnią morską. Mieliśmy więc okazję pooglądać ją po raz drugi tego samego dnia.  Tym razem dodatkową atrakcję stanowił fakt, że latarnia nadawała już swoje sygnały świetlne. Ze względu na to, była już niedostępna dla zwiedzających :).

DSC_0608.JPGDSC_0619.JPGDSC_0621.JPGDSC_0623.JPG

Przy okazji udało mi się również uwiecznić na zdjęciu tę drugą, nieczynną obecnie latarnię, zwaną „Nową”. Oto ona:

DSC_0624.JPG

A tutaj „Stara” 🙂

DSC_0626.JPGDSC_0631.JPGDSC_0639.JPG

Podziwialiśmy błyskającą światłem latarnię przez kilka chwil. Podyskutowaliśmy o tym jak to statki na morzu z radością witają takie mrugające światełko z lądu i udaliśmy się do domku, żeby odpocząć po wyczerpującym dniu i na świeżo obejrzeć wszystkie zdjęcia. Wracaliśmy już drogą, bez żadnych dodatkowych atrakcji utrudniających poruszanie się. Pomimo tego, że pogoda zepsuła nam pobyt w Helu na koniec dnia okazała się zdecydowanie bardziej łaskawa :). No tak to już jest nad naszym morzem. Nigdy nie można być pewnym jaka pogoda będzie nam towarzyszyć danego dnia. A może wręcz przeciwnie… ? 😉

18 komentarzy

  • Lubię ten fragment naszego wybrzeża. W pobliskiej Karwi najczęściej spędzam wakacje nad morzem. Tak raz na cztery lata.
    Pozdrawiam

  • piekne morskie zdjecia …az sie rozmarzylam :)))

  • Ewa

    Wkraj jak też bardzo lubię te okolicę. Karwi akurat nie znam, ale Jastrzębią Górę swego czasu znałam jak własną kieszeń 🙂

  • Ewa

    Gullviva ja też się teraz rozmarzam przy tych zdjęciach, szczególnie jak wyglądam przez okno a tam szaro, buro, ponuro i zimno :(. Mimo słabej pogody to jednak było lato a teraz już coraz bliżej do zimy.

  • Ewa

    A zauważyłaś jakie one robiły minki?

  • Ola

    O kurcze, jakie obłędne widoki!
    super!
    ps. latarnie morskie zawsze mi się będą z muminkami kojarzyć:)

  • Ewa

    Fajne skojarzenie 🙂

  • piekne zdjecia! Zaciekawila mnie ta wystawa latarni na przestrzeni dziejow. A wogole to dlaczego ta „Nowa” latarnia nie dziala a dziala „Stara” ?:)

  • Ewa

    Thernity zupełnie nie wiem dlaczego ta „Nowa” się nie sprawdziła 🙂

  • jak zawsze rewelacyjne zdjęcia! Dla mnie Rozewie to Żeromski, którego mały pomniczek uwieczniłaś i sentymentalno-patriotyczna powieść Wiatr od morza, taka byłam kiedyś wychowana na literaturze. Ponieważ bardzo rzadko jeżdżę nad polskie morze jest dla mnie wyjątkowe. Pierwszy raz tam byłam w wieku 10 lat, kiedy Rodzice wysłali mnie na kolonię do Gdyni, do tej pory ją pamietam i moje spotkania z morzem. Najbardzieuj taki żart krążący w rodzinie, raz wychowawczyni powiedziała, że zobaczymy burzę. Ja pomyslałam, jak to ,tak na zawołanie będzie burza?, a to chodziło o statek Burza!

  • Ewa

    Ardiola wyobrażam sobie Twoją minę kiedy pokazali Ci statek 🙂

  • Bardzo ciekawy post – jak zwykle 🙂 Opisujesz z niebywałym pietyzmem a zdjęcia też ładne:)
    Chyba najbardziej podobają mi się te przedwieczorne latarni morskiej (te pierwsze od dołu)
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Bardzo fajnie opisałaś znajome mi z reszt rejony :)Zdjęcia piękne, szczególnie zachód słońca

  • Ewa

    Grzegorzu dziękuję za odwiedziny. Post już dosyć starawy, ale cały czas nie mogę znaleźć czasu, żeby dokończyć następny 🙁

  • Ewa

    Praca Anglia bardzo dziękuję za odwiedziny i pochwałę. Zachód słońca sam w sobie wygląda pięknie to i zdjęcia dobrze wychodzą 🙂

  • Aga

    Ostatnia fotka to kwintesencja polskiego wybrzeża, przy upalnej pogodzie nigdy się na gofry nie decyduję, bo ciekną po rękach, nogach a nadmorskie owady z ogromną determinacją chcą się dołaczyć do posiłku. Gofry powinno się jadać w dni pochmurne zdecydownie, wierzę, zatem, że Twój był pysznym ukoronowaniem spędzonych nad morzem chwil..pa!

  • Ewa

    Jak rozumiem chodzi o gofra z kolejnego posta? Był przepyszny :)i nic nie ciekło po rękach 🙂

Dodaj komentarz