Motto

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę.
Aureliusz Augustyn z Hippony.

Śladami pierwszych Piastów II – Kruszwica

Wyspani i zadowoleni wstaliśmy rano i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Pierwszym punktem w programie było śniadanie w Kruszwicy. Zajęło nam sporo czasu zanim znaleźliśmy miejsce w którym można było cokolwiek zjeść. Po objechaniu centrum miasteczka, nieco zrezygnowani skierowaliśmy się w stronę Mysiej Wieży. W jej bezpośrednim  sąsiedztwie natknęliśmy  się  na Zajazd u Piasta Kołodzieja. Całe szczęście był otwarty od 9, a nie jak wszystko inne od 11 czy 12. Daliśmy się skusić na jajecznicę i naleśniki z serem. Wystrój restauracji był bardzo rybacki :), chociaż w drugiej części przypominał mi jadłodajnie, w jakich jadałam obiady na wycieczkach szkolnych lata temu. Nie powiem to też było przyjemne wspomnienie ;).

Nie obyło się bez drobnych przygód. Dostałam wrzątek z cytryną a dopiero później dostarczono mi herbatkę co wywołało ogólną wesołość. Coś chyba było na rzeczy z napojami bo nie dotarł do nas również sok porzeczkowy. Widocznie wyglądaliśmy na takich co nie potrzebują dużo pić :). Przyznam, że byliśmy tak głodni, że nic nam nie przeszkadzało, a pojawienie się na stoliku pachnącej jajeczniczki wywołało szerokie uśmiechy na naszych twarzach.

Zanim podano nasze śniadanie zdążyłam pozwiedzać i oto efekty zwiedzania:

DSC_0203.JPGDSC_0187.JPGDSC_0199.JPG DSC_0198.JPGDSC_0185.JPG

Po śniadaniu mieliśmy już dość sił, żeby wspinać się po schodkach na Mysia Wieżę. Jako że do wierzy nie mieliśmy daleko, udaliśmy się w jej stronę pieszo. Nie od razu udało się dotrzeć na miejsce. Najpierw musieliśmy przekonać dziecko, że maszerowanie w niskiej temperaturze w sandałkach z bosymi stopami nie jest najlepszym pomysłem.  Problem w tym, że buty były nowiutkie i wymarzone a  podejrzewam, że maszerowałaby w nich nawet przy ujemnej temperaturze. Na szczęście perswazje poskutkowały. Zmiana obuwia odbywała się jednak z wielkim ociąganiem a wiatr robił się coraz bardziej nieprzyjemny.

Głupio zwiedzać nie wiedząc co się zwiedza. Dlatego przed wyjazdem do Kruszwicy, jeszcze w hotelu, przeczytaliśmy legendę o Popielu. Dla nas było to przypomnienie opowieści zasłyszanej w dzieciństwie, dla Młodej przypomnienie legendy, o której niedawno uczyła się w szkole.

DSC_0212.JPGDSC_0205.JPGDSC_0224.JPG

Ochoczo wspinaliśmy się po schodkach. Nasz wysiłek został wynagrodzony malowniczym widokiem na jezioro Gopło, który mogliśmy podziwiać z wieży. Niestety wiało coraz mocniej. Zanim zwiałam z powrotem do wnętrza wieży udało mi się zrobić kilka zdjęć:

DSC_0229.JPGDSC_0231.JPG
DSC_0239.JPGDSC_0222.JPG

Obowiązkowym punktem programu był również zakup pamiątek. Wybieraliśmy i przebieraliśmy, ostatecznie wróciliśmy do samochodu z woreczkiem pełnym różnych magnesów na lodówkę, dla nas i dla naszych rodziców.

DSC_0208.JPG

Dodaj komentarz