Motto

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę.
Aureliusz Augustyn z Hippony.

Weekend Listopadowy VI – Sandomierskie Podziemia

Jak wiadomo musieliśmy opuścić rynek, gdyż mieliśmy już wyznaczoną godzinę wejścia do kolejnej sandomierskiej atrakcji, jaką są podziemne korytarze udostępnione do zwiedzania. Oczywiście, jak na średniowieczne miasto z bardzo długą historią przystało, krążą o sandomierskich podziemiach różne legendy. Najbardziej znana jest ta, w której tragiczna postać Haliny Krempianki ratuje miasto przed kolejnym najazdem Tatarów. Podczas wcześniejszych straciła wszystkich swoich bliskich. W porozumieniu z mieszkańcami postanowiła zemścić się na najeźdźcach organizując zasadzkę. Przekonała najeźdźców, że spotkało ją wiele złego ze strony mieszkańców i pragnie tylko zemsty. Wprowadziła ich do tajnych, podziemnych korytarzy, które zostały zasypane ciężkimi głazami przez wtajemniczonych w misterny plan mieszkańców. Nikt z uwięzionych w labiryncie nie przeżył, w tym również bohaterska dziewczyna. Krążą również legendy na temat tego, jak daleko prowadziły podziemne drogi. W rzeczywistości tunele powstały w wyniku budowania przez Sandomierskich kupców podziemnych piwnic w których przechowywali swoje zapasy. Sandomierz był bowiem w średniowieczu jednym w większych ośrodków handlowych w Polsce. Kupcy posiadali spore zapasy, które często wymagały odpowiednich warunków do ich przechowywania. Jak wiadomo nie było w ówczesnych czasach chłodni, wiec produkty wymagające przechowywania w niskiej temperaturze najlepiej było umieścić pod ziemią. Niektóre z piwnic znajdowały się bardzo głęboko i były naprawdę przestronne. Sposób budowania piwnic był już różny, jedne były bardzo solidnie zabezpieczone a inne wykonane raczej niedbale.

Podziemne korytarze wielokrotnie ratowały mieszkańców przed najeźdźcami. Stanowiły również schronienie dla ludności podczas ostatniej wojny. W czasach świetności miasta, kiedy to były one intensywnie wykorzystywane przez kupców, były również odnawiane i utrzymywane w należytym stanie, jednak gdy handel podupadł piwnice opustoszały, zostały zapomniane i poważnie zaniedbane.  Wówczas korytarze, które wielokrotnie ratowały miasto często stawały się również i jego zgubą. Sandomierz borykał się z osuwiskami, pękały ściany i zapadała się ziemia. W obliczu coraz większej liczby katastrof budowanych spowodowanych przez niszczejące piwnice i korytarze, podjęto decyzję o zasypaniu części z nich. Pozostałą cześć wyremontowano i w 1977 r. oddano do zwiedzania odpowiednio przygotowaną trasę wiodącą pod rynkiem. Trasa turystyczna liczy 470 m, sięga na głębokość do 12 m i łączy 34 piwnice i komory na rożnych wysokościach. Czas zwiedzania to ok 45 minut.

DSC_0433.JPGDSC_0437.JPG

Do podziemi można zejść wyłącznie z przewodnikiem w grupie liczącej kilkanaście osób. Bilety należy zakupić nieco wcześniej. My czekaliśmy na zejście do piwnic około godziny. Pod ziemię wchodziliśmy z dziedzińca kamienicy Oleśnickich.

Przewodniczka prowadzi grupę do pierwszej komnaty i opowiada legendę o Halinie i Tatarach. Przechodzimy od komnaty do komnaty wąskimi korytarzami. Ich stropy są odpowiednio wzmocnione a cała droga oświetlona lampami.

DSC_0443.JPGDSC_0441.JPGDSC_0442.JPG

DSC_0449.JPGDSC_0448.JPGDSC_0450.JPG

DSC_0452.JPGDSC_0451.JPGDSC_0453.JPG

DSC_0454.JPGDSC_0457.JPGDSC_0458.JPGDSC_0460.JPG

Niektóre z komnat urządzone są tematycznie. Stoją w nich np wielkie beczki, w których przechowywano miodek pitny :). Niektóre urządzono tak, aby oddawały klimat starej piwnicy, w której przechowywano różne szpargały.

DSC_0465.JPGDSC_0466.JPG

DSC_0467.JPGDSC_0470.JPG

Zabezpieczeniem sandomierskich podziemi zajmowali się górnicy. Chcieli po sobie zostawić w tym miejscu jakąś pamiątkę dlatego ostatni korytarz przed wyjściem z podziemi zabezpieczyli w stary, sprawdzony, górniczy sposób. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć jak trzydzieści lat temu wyglądały górnicze chodniki w kopalniach węgla. Podobno obecnie stosuje się już tylko nowoczesne metody 🙂

DSC_0474.JPGDSC_0476.JPG

Po „trudach” zwiedzania miasta należało zjeść jakiś obiad. Wybraliśmy restaurację, którą przewodniki polecały jako najlepsza w Sandomierzu, czyli restaurację Sarmacką w hotelu Sarmata. W ładnym otoczeniu zjedliśmy jednak dość przeciętny obiad. Nie można powiedzieć, żeby któraś z potraw była niesmaczna, nie były one jednak powalające tak, jak się tego spodziewaliśmy po przeczytaniu recenzji tego miejsca.

DSC_0505.JPGDSC_0508.JPG

DSC_0509.JPGDSC_0510.JPG

DSC_0511.JPG

DSC_0517.JPGDSC_0513.JPGDSC_0519.JPG

Po obiedzie pozostało nam już tylko pożegnać Sandomierz i wyruszyć w dalszą drogę.

Skierowaliśmy się w stronę Kielc…

 

 

9 komentarzy

Dodaj komentarz